Tawerna RPG numer 68

Żaba Śnieżna

W dzisiejszym odcinku wystąpią:

Palant z Rykowiska: wiedźmin co się zowie.

Jaskra: bardka o szemranej przeszłości.

Miron: łucznik w okularach.

Remament: wampir.

John Dzikon: czarodziej, któreg duch wstąpił w ciało zmarłego krasnoluda.

Argon, Hel, Propan i Pentan: krasnoludy lubiące bić i pić.

Kot Bibelot: cudak.

Kisiel: rycerz w niezniszczalnej zbroi.

Żaba Śnieżna: krzyżówka żaby i gada, legenda głosi, że występuje na północy.


Drużyna wymaszerowała z lasu brzęcząc zbroją Kisiela, klnąc głosem Jaskry i stękając głosem Palanta w akompaniamencie pierdów krasnoludów. Co dziwne, krasnoludom przewodził John, a są one z natury nieufne wobec obcych. Lecz czarodziej szybko przyzwyczaił się do bycia brodaczem, czym zyskał ich sympatię. Niestety zdradzały go inteligentne, błyszczące, zielone oczy, tak niepodobne do krasnoludzkich. Różne myśli wdzierały się do głów członków drużyny: "Co stanie się z durnym gnomem" zastanawiał się wiedźmin. "Czy zabijemy w końcu jakiegoś monstra?" Dumał Hel. "Czy jaskółka może przenieść orzech kokosowy?" rozmyślał Kisiel.


Idąc międzykrainową A-166 drużyna nudziła się ogromnie. Krasnludy znudzone grą w piardy, dyskusjami z pogranicza absurdu oraz śpiewaniem zbereźnych piosenek o ratowaniu smoków, zabijaniu księżniczek, wspaniałych wojnach, na których kradnie się kobiety i gwałci kury, stanowczo postanowiły coś zabić. Cokolwiek. Rzucanie kamieniami we wrony nie dało żadnego skutku, a wiewiórki okazały sie stanowczo za szybkie. Jednak kto szuka, ten znajduje i gdzieś daleko na trakcie Argon zauważył dziwną postać w czerni. Kiedy się do niej zbliżali, rozpoznawali już szczegóły, takie jak czapka futrzana z wiszącymi po bokach kudłatymi ocieplaczami na uszy i sznurkami do ich zawiązania pod brodą; koci pysk z długimi wąsami i kocimi zielonymi oczami, połyskującymi jak diamenty; czarne, lśniące, zapewne wylizane futro oraz dziwne obuwie sznurowane z przodu na gumowej podeszwie (tzw. trampki). Oczywiście krasnoludy nie czekając na reakcję pozostałych członków drużyny, rzuciły się z okrzykiem bojowym ku dziwnej postaci. Dziwoląg zmrużył oczy, wyciągnął pazury, zjeżył grzbiet i wtedy okazało się, że jest wielkości sporego wieprza, czym odebrał sporo animuszu krasoludom. Ci zatrzymali się, zastawiając się czy warto jest ryzykować niewątpliwe urazy związane z tym spotkaniem. Postanowili poczekać na resztę.

Zanim Palant, Kisiel, John, Jaskra i Miron dogonili czwórkę chojraków, zdążyli się nieźle zasapać. Jaskra wyjęła niezauważalnie sztylecik i podchodząc na bezpieczną odległość zapytała:

-Ehehehehe... Kim jesteś? Albo czym?.

- Dobro i pokój! - wrzasnął kotopodobny jegomość.

- Nie każ mi się powtarzać... stworze! - ponagliła do odpowiedzi kota Jaskra, niebezpiecznie mróżąc oczy.

- Różnie mnie zwą, ale lubię kiedy wołają Bibelot - odpowiedział kocur niskim, męskim i władczym głosem.

- Nawet ładnie, Bibelot. A imię? - kontynuowała bardka.

- Kot.

- Oryginalnie - wtrącił John, który był niższy od Kota.

Tradycyjnie zawiedzione były krasnoludy. Mimo wcześniejszych obaw, znów nabrały ochoty do bitki, a potwór po raz kolejny okazał się mało potworny. Zastanawiające było, że w tak trudnych czasach drużyna zajmująca się zabijaniem potworów przygarniała najdziwniejsze stwory niezastanawiając się nad konsekwencjami...


Od słowa do słowa Kot Bibelot wytłumaczył im czym się zajmuje i co robi na tym bezludzi i bezkociu.

- Kedyś byłem zwykłym kotem, takim klasycznym dachowcem. Jak się urodziłem, to byłem czarny i dzięki temu zamieszkałem u czarodzieja - taki przesąd. I kiedyś coś mu nie wyszło i jak otworzyłem oczy, to wyglądałem tak jak obecnie.

- A twój pa... hmm, czarodziej?

-Bo ja wiem? Kaput.

- Niech spoczywa w pokoju.

-Taa. Mam teraz nowe marzenie...

- A jakie było stare? - wtrącił się Kisiel.

-Złapać jak największą mysz. Nowe to znowu być kotem.

- A teraz to czym jesteś?

- Niech no ja pomyślę... Cudakiem?

- Fakt - podsumował Dzikon.


Zbliżyli się do ogłoszenia na drzewie.

- POSZUKIWANA MARTWA! ŻABA ŚNIEŻNA. NAGRODA: DUŻA, ALBO I WIĘKSZA! - Przeczytał Miron.

-Hmm, mamy szczęście! Naprawdę mamy szczęście!

-O co Ci biega, Kisiel?! - zapytała Jaskra.

-Nie musimy szukać żaby!

-No co ty?! - zapytała po raz kolejny.

-No to patrz, znalazła nas!

W tym momencie krasnoludy błyskawicznie wyjęły składane topory (typu na teściową, czyli zabójcze) i z okrzykiem bojowym zaczeły się wycofywać w kierunku drzew. Jaskra schowała się za Kisiela, który zdążył stanąć za Palantem. Bibelot wbiegł na drzewo i świecił oczami spośród liści. Dzikon nie posiadał toporu, więc przezornie skoczył w krzaki. Miron napiął łuk i... strzała utkwiła w czaszce żaby.

Sama żaba wielkością przewyższała słonia i bardziej przypominała smoka, niż rzekotkę. Zachowała jednak żabie cechy, czyli skok i urodę. Natomiast po smoku odziedziczyła skórę jak pancerz grubą i brak charakterystycznego, żabiego języka. Paskuda skoczyła w kierunku Mirona i obaliła go na ziemię. Górowała teraz nad łucznikiem i miała oddać zabójczy cios (albo go zjeść - nie wiadomo), gdy z krzaków wystrzelił piorun i przypalił jej bok. Smród wyszedł z siebie, stanął obok i podwoił swą moc. Jaskra zwymiotowała na plecy rycerza. Krasnoludy widząc okazję, rzuciły się na żabę. Chwilowo zszokowany oporem ni to gad, ni to płaz, odparł atak wysyłając ekipę z powrotem skąd przybyli, czyli w krzaki i okolice drzew.

Wiedźmin rzucił się w kierunku bestii. Pociął ją kilka razy, wirując jak bączek. Unikał ciosów i połknięcia. W tym czasie Kisiel odciągał Mirona. Palant przeskakiwał z nogi na nogę, wymachując mieczem jakby był zrobiony z drewna, nie ze stali. Żaba miała spore problemy z obracaniem się wokół własnej osi - mimo swych ogromnych rozmiarów była bądź co bądź żabą. Skakanie owszem, lecz dynamiczne zwroty nie wchodziły w grę, zwłaszcza z pancerzem utrudniającym ruchy. Wiedźmin nie zważał na pancerz, ani na bezzębną paszczę, która raz po raz pojawiała się przed nim. Już prawie go dopadła, wielka łapa uderzyła w ziemię, jednak Palant zdąrzył odskoczyć. Błyskawicznie zabiegł bestię od tyłu i ciął bez opamiętania. Dziki ryk dobył się z gardła żaby śnieżnej, ta oddała skok przed siebie, przelatując kilkadziesiąt metrów i z taką siłą uderzyła o ziemię, że drzewa rosnące najbliżej ukazały swe korzenie i zgubiły mnóstwo liści, gałęzi i wiewiórek. Jaskra upadła, po czym wczołgała się w kępę trawy i krzaków, Miron legł opodal odciągnięty przez Kisiela, był ranny i psakudnie krwawił. Na domiar złego z zachmurzonego nieba runął rzęsisty deszcz zamieniając pył leżący na drodze w maź.

Żaba obrzuciła się i wykonała kolejny skok. Wiedźmin chciał zrobić unik, lecz poślizgnął się i upadł. Bestia jednak napotkała ten sam problem - śliskie błoto nie pozwoliło jej na zatrzymanie się w miejscu i z rozpędu wpadła na Palanta. Udało mu się odturlać na tyle, by nie zostać zmiażdżonym. Zaczepił jednak o prześlizgującą się żabę, dźwięk pękającej kości usłyszeli nawet krasoludowie zwijający się w krzakach. Deszcz przybierał na sile, a sytuacja stawała się coraz gorsza, nastrój klęski podnosiły grzmoty i błyskawice rozświetlające czarne już niebo. Dzikon próbował rzucić jakieś zaklęcie, lecz zziębnięte palce nie pozwalały mu na to. Poza tymbędąc krasnoludem miał jeszcze problemy z układaniem palców w skomplikowane znaki. Stracił też wszystkie talizmany.

- Mam! - krzyknął czarodziej i w tym samym momencie słup ognia buchnął z miejsca w którym stał. Znikł równie błyskawicznie, jak się pojawił. Dzikon stracił wszystkie włosy, spalił ubranie i poparzył skórę, brak tlenu odebrał mu przytomność i gdyby nie deszcz, pewnie skonczyło by się gorzej. W tym czasie Palant próbował wstać, lecz noga zginająca się w połowie długości piszczeli nie pozwalała mu na to. Żaba zdążyła odzyskać równowagę i zaparła się nogami o grunt tak mocno, że płetwy zniknęły w błocie. Kisiel nie czekał, dobył miecza i z zaskoczenia ciął bestię w lewą tylną nogę. Dostał łbem i przeleciał kilka metrów lądując w błocie. Miał szczęście - potwór nie zdążył otworzyć paszczy i wbił go głową w ziemię.

Sądząc, że przeciwnik jest pokonany, żaba postanowiła zająć się wiedźminem. Palant czołgał się w kierunku Mirona, którego rana okazała się rozciętą skórą na głowie i tylko strasznie krwawiła. Jaskra próbowała założyć mu opatrunek, lecz on odpędzał ją i naciągał już strzałę celując w bestię. Ze świstem przecieła ona ścianę lejącej się z nieba wody i wbiła się w głowę żaby nie czyniąc jej szkody. Wtem piorun huknął w jedno z drzew rozłamujac je na pół i podpalając. Deszcz nie przestawał padać. Miron strzelał raz po raz w potwora, jednak ten niezgrabnie gramolił się w ich kierunku. Nagle z drzewa trafionego przez błyskawicę coś zeskoczyło i dymiąc z piskiem przebiegło tuż przed żabą.

-Skąd u diabła w tych okolicach żaba śnieżna?! One występują na północy! - darł się Miron.

- Zamknij się i szykuj do ucieczki! - przekrzykiwała grzmoty Jaskra.

- Uciekajcie debile! - wrzeszczał blady jak trup Palant, czołgając się w ich kierunku.

Gdzieś zza żaby wybiegł Pentan i wbił w jej topór w osmalony wcześniej bok. Pancerz, a raczej przypalona skóra, pękł jak skorupka jajka, a krew trysneła na krasoluda. Żaba wyciągnełą się unosząc łeb ku górze. Okazję tą wykorzystał Kisiel: wbiegł po jej grzbiecie, aż pod samą szyję, by zadać śmiertelny cios. Bestia wykonała nieoczekiwanie zwinny zwrot i zwaliła go z grzbietu, jednak jego miecz wbił się jej w skórę i sterczał jak antena. Cały czerwony od juchy Pentan próbował uciekać... i uciekł. Dopiero z bezpiecznej odelgłości rzucił toporem w żabę, szczęśliwie trafiając w to samo miejsce, co poprzednio. Gadopłaz wygiął się w łuk odsłaniając miecz wbity w grzbiet. Piorun jakby czekał na tę okazję i strzelił prosto w niego. Ten przypadkowy piorunochron wywołał wstrząs u żaby, która odruchowo kopnęła oboma tylnymi nogami. Pech chciał, że tam właśnie znajdował się Kisiel...


Kisielowi nagle pociemniało przed oczyma. Nie czuł nic, próbował poruszyć kończynami, lecz nic to nie dało. Rycerz znalazł się w dziwnej przestrzeni, zewsząd otaczała go nieskończona ciemność. Teraz coś poczuł, a uczuciem, które go przebiło niczym włócznia, okazał się strach. Ta pustka w około była przerażająca, a on zawieszony był w niej bez czucia i możliwości jakiegokolwiek działania. "Może to piekło?" Zastanowił się Kisiel, a myśl leciała mu do głowy może przez sekundę, a może setki lat. Chciałby się rozpłakać, ale nie miał jak, był jakby pozbawiony ciała. "Tak, to jest piekło, powinienem się zmienić kiedy miałęm okazję! Gdybym dostał szansę, przyrzekłbym, że więcej nikogo nie zabiję!!!" Po chwili gdzieś w oddali otworzyło się coś na kształt drzwi, z których biło białe światło. W tym świetle Kisiel dostrzegł postać, która weszła do pustki. Sam pustka okazała się nie do końca pusta, gdyż słychać był szybkie kroki osoby zbliżającej się do rycerza.

- Będziesz miał okazję spełnić przyrzeczenie, Kisiel! - odezwał się głos gdzieś z mroku.

- Kim jesteś? Gdzie jestem? Skąd znasz me imię?

- Cymbale patentowany!!! - tym razem głos był znacznie bliżej, a kroki robiły się głośniejsze, aż ucichły.

- Cześć mości rycerzu!!! - tuż przed oczyma Kisiela ukazała się głowa krasnoluda.

- Butan!!! Przecież ty umarłeś!!!

- Nooooo tak...

- Skoro ty... to znaczy... ja...

- I tu się mylisz, drogi kamracie. Kiedy ja dokonywałem żywota, nikt, dosłownie nikt, nie wpadł na pomysł, by mi powiedzieć, że póki ciało jest na chodzie, można wrócić na ziemię. Oto jestem by ci to uświadomić. No chyba, że nie chcesz?

- Czekaj, czekaj... To znaczy, że jak tu zostanę, to umrę? To piekło?

- Raczej jego przedsionek. Ale ja cie zabiorę do nieba kretynie, ooooooo tamtymi drzwiami. Widzi?!

- Widzę, ale wolę wrócić...

- To się wynoś! - krasnolud uderzył Kisiela w twarz, raz, potem drugi i trzeci.

Co dziwniejsze, kiedy rycerz wcześniej chciał się poruszyć, ciało nie istniało. Teraz czuł je aż za dobrze. Rycerz otworzył oczy i zobaczył Jaskrę zamierzającą się do uderzenia go otwartą dłonią.

- Nieeeeeee Jask... (plask) Aaaaaaaauuuuuuuuuuuu!!!

- Wybacz Kisiel!! Nie wiedziałam, że już oprzytomniałeś!!! - błagalnie krzyknęła bardka. Kisiel nie odpowiedział bezpośrednio, mamrotał tylko jakieś przekleństwa i coś w stylu " więcej nie będę niczego zabijał".


Krajobraz po bitwie był nieciekawy. Prócz ogromnych i śmierdzących szczątków żaby śnieżnej, leżało tam też mnóstwo śmierdzących krasnoludów. Wśrod tych odpadów łaził Miron z chustą na głowie i wybierał ocalałe strzały. Kisiel doprowadzał się do porządku wylewając błoto ze zbroi, Jaskra masowała dłoń, Palant z nogą w amatorsko skleconym opatrunku usztywniającym klął na czym świat stoi, a zwłoki krasnoludów powoli podnosiły się wśród chóru przekleństw. Pocieszało ich tylko to, że trochę monet wpadnie do mieszka z byczego pęcherza i będzie można się spić. Jedynie Propan był dumny i szczęśłiwy, bo oprócz Jaskry najmniej ucierpiał, a w przeciwieństwie do niej wziął czynny udział w walce.

- John, jak ty wyglądasz! Będziesz musiał teraz zgolić się na łyso! - zwróciła uwagę czarodziejowi-krasnoludowi Jaskra.

- Nic nie szkodzi, włosy odrosną, a jak wróci Remament, to będę miał o czym mu opowiedzieć. Tylko zastanawiam się, gdzie jest Bibelot. Wszyscy już są, czyżby żaba dopadła go?

- Widziałam jak został trafiony piorunem, może wylizuje teraz rany?

- Hej! Nikt nie ma na zbyciu jakiegoś futra?! Bo mi się popsuło... - Jak na zawołanie zjawił się Kot, wyglądał całkiem nieźle. Miał tylko łysy grzbiet i spalone wąsy.

- To odrośnie, nie? - zapytał dziwnie rozweselonych Jaskrę, Palanta, Dzikona i Kisiela. Jego ogon przypominał nogę wiedźmina, zginał się o dziewięćdziesiąt stopni w miejscu, w którym powinien być prosty jak miecz.

- Nic to, wróci wampir to nam pomoże, prawda ekipa? - zapytał John.

- No nie wiem, będzie miał martwiak radochę jak nas ujrzy, a to mnie absolutnie nie cieszy - stwierdził Palant, a krasnoludy podzielały jego zdanie.

- Wy go nie doceniacie, jest znacznie bardziej ludzki niż niektórzy ludzie. Trzeba go poznać, by to zrozumieć. - Palant, od kiedy poznał Remamenta, miał o nim mieszanie zdanie, z jednej strony strasznie pompatyczny i gburowaty pyszałek, a z drugiej dowcipny i przydatny kompan, zależnie od humoru.

- Eee tam, wróci to pomoże, tylko kiedy on wróci? Ostatnio często i na długo znika - Miron wtrącił się do dyskusji.

- Ja sądzę, że jest tylko głupim umarlakiem, który zapomniał kluczy do trumny i pałęta się po świecie! Prawda chłopaki? - swe zdanie wyraził Argon.

- No jasne! Ten piekielny pomiot?! On ludzki?! Bankowo ma jakiś interes w tym, że z nami przebywa! Toż to oczywiste, śmierdzi mi ten gagatek! - dodał Hel.

- Nietoperza jego natura! Diabeł jego mać! Jak jest potrzebny, to go nie ma! Taki on nam przyjaciel?! - dodał Propan.

- Ja bym tam uważał na słowa. Może jest zafajdanym zgniłkiem, ale zawsze wie co się dzieje. Lepiej dla nas, by tych plot nie słyszał! - dodał Pentan.

- Zamknijmy się i idźmy stąd! A wy kretyni weźcie jakieś fragmenty tego syna żaby i kulawego smoka!!! Będą potrzebne jako dowód przy wypłacie! - wrzasnął Propan.

- Taaak, Hel wisi nam sześć siódmych wypłaty!!! - dodał Pentan.

- Niech was szlag! - odparł inteligentnie Hel.

-Ciiiii... - szepnął Bibelot.


Komanda wcisnęła sie do zapełnionej po brzegi karczmy. Ludzi było takie mnóstwo, iż mimo dymu i kurzu, który utrudniał widoczność, można było się ich liczby domyślić. Co chwilkę wpadali na kogoś, lub ktoś wpadał na nich. Palant czasami zastanawiał się, czy to, po czym właśnie depcze, to tylko warstwa brudu... Po dłuższej walce z masą gości udało im się dopchnąć do stolika. Usunęli osoby, które przy nim zasiadły wcześniej, a persony te nie stawiły żadnego oporu, zawodząc tym krasnoludów. Być może powodem braku zainteresowania czterech mężczyzn był fakt, iż mieli podcięte gardła, a jednemu z okolic łopatki wystawała rękojeść noża.

Drużyna rozsiadła się wygodnie: po jednej stronie stołu Kisiel, Jaskra i Miron, a po drugiej Hel, Argon, Pentan, Propan i John. Palant przebijał się ku ladzie i karczmarzowi, kiedy usłyszał:

- Ale coś tu śmierdzi!

- Czuć jaskinią! To pewnie te karzełki!

- Taaaaa! Pomożem im opuścić lokal, prawda Hieniu?!

"Będzie draka!" pomyślał wiedźmin, a krasnoludy zatarły ręce i uśmiechnęły się serdecznie w kierunku Hienia i jego kompana.

Autor: Blantus

Spis Treâ??łi

Pewne prawa zastrzełone. Tekst na licencji Creative Commons.