Tawerna RPG numer 109

Teh Haxxorz

Z pewnością widziałeś już niejeden gang motocyklowy. Tych kolesiów jest na pęczki, jak mrówków, krzyknij tylko na podwórku: Hej, gangersie, chodź no tu!, to cała dzielnica się zleci... Albo tego lepiej nie próbuj. Gangi pojawiają się i znikają, zostawiają po sobie tylko wspomnienia kilku osób, które przetrwały ich napady. Większość z nich ma niewielu członków, niewiele dokonań, no i głupią nazwę. Ich życiowym przeznaczeniem jest albo któregoś dnia, podczas kłótni w barze, poodrąbywać sobie łby, albo też paść w potyczce z mocniejszym gangiem, grupą żołnierzy, kupiecką karawaną, wojownikami autostrady... No, myślę, że już wiesz, o czym mówię. Jedyne, co pozwala ich od siebie odróżnić, to nazwa. Zawsze jest to nazwa głupia bądź dziwaczna – w końcu ja bym nie nazwał swojej paczki Brain Eaters, ani też Cojone Biters... Co się śmiejesz, naprawdę spotkałem takie gangi. Eatersi to karby od szóstego do dziesiątego na mojej strzelbie, Bitersi – dwadzieścia dwa do dwadzieścia pięć. A wiesz, dlaczego ci o tym mówię? Bo chcę ci opowiedzieć o jeszcze jednym gangu. Z tym, że ten jest dość wyjątkowy.

Nazywają się Teh Haxxorz. Nie, nie mam astmy. Tak się nazywają. Wiesz, skąd im się to wzięło? Uśmiejesz się. Posłuchaj trochę o ich historii, to zrozumiesz. Wszystko zaczyna się od Molocha. On nie powstał dokładnie w dniu wybuchu wojny. Prawdopodobnie już jakiś czas siedział w tych wszystkich kablach i bruździł, tylko myśmy o tym nie wiedzieli. No i nagrywał wszystko. Przynajmniej do takiej konkluzji... Nie, nie mam astmy! Konkluzja to jest inaczej wniosek. Więc do takiego wniosku prowadzi historia Teh Haxxorz. Otóż piątego września wszystko walnęło, zaczął się chaos, zamęt i ogólnie bagno. I po jakimś czasie powstał Posterunek, walczący z Molochem. No i powstała tam mała grupka bojowa, dowodzona przez naukowca i jego asystentów. Przeprowadzili parę wypraw, złapali jakieś roboty, wymontowali, co się dało. Na jednym znaleźli nagrania – te, o których wspominałem – z przedwojennej gry komputerowej, wiesz, co to jest? No i tam było paru gości, latali, strzelali do siebie, i jeden nazywał drugiego nub, podczas gdy tamten określał się jako teh haxxor. Strasznie się gościom spodobała ta druga nazwa, wystąpili z petycją do swojego dowódcy, żeby tak nazwać ich grupę. Zgodził się.

Po paru następnych wypadach się skopało – nikt nie wie czemu, możliwe, że kolesie wpadli w uzależnienie od Tornado. Kiedy grupa wydostała się z zasięgu detektorów swoich dawnych kumpli i przełożonych, doszło do buntu. Szef oddziału i dwóch z jego asystentów się sprzeciwiło, więc na miejscu poszli do piachu. Dwóch pozostałych oporu nie stawiało, więc pozwolili im żyć. Od tamtej pory przeistoczyli się w gang, jakich na autostradzie wiele, ale nieprawdopodobnie dobrze wyposażony. Pomijając fakt, że mają oprócz motocykli także opancerzoną ciężarówkę – nakradli mnóstwo sprzętu wojskowego: detektory ruchu, nowoczesne karabiny, mikrofony kierunkowe, kamizelki kuloodporne, od metra innych rzeczy.

Później, przez te kilka lat bywało różnie – część futurystycznych spluw nie nadaje się już do niczego, część sprzętu elektronicznego też, często polują na baterie. Nadal jednak są zarąbiście groźni i świetnie zorganizowani... jak na gang. Nie fikaj do nich, bo to się dla ciebie źle skończy. Oczywiście Posterunek postawił sobie za priorytet (no, może po wyślij Molocha na Księżyc, nie zawadzając przy tym o Orbital) pozbycie się gangoli – burzą oni wizerunek Nestugowa i spółki, ukazują ich w niekorzystnym świetle, ujawniają, że Wędrowne Miasto to nie miejsce, w którym każdemu można od ręki napisać hagiografię. Że nie wiesz, co to jest, to nie moja sprawa. Dowiedz się.

Wracając do Postu i jego stosunku do Haxxorzów, jest on zdecydowanie wrogi, ale gangersi wiedzą, że jeżeli kiedyś przeżyli dzięki unikaniu Molocha, teraz mogą przeżyć dzięki unikaniu swojego dawnego domu. Ponieważ zaś jego mieszkańcy nie mogą go złapać, dementują informacje o ich istnieniu – za pośrednictwem swoich agentów, oczywiście. A tymczasem Haxxorzi napadają na jedno miasto po drugim... Dlaczego ci to mówię?! Weź się w garść, panie szeryf! Widziałem tych drani o dzień drogi stąd! A co gorsza, zaraz za nimi ekipę poszukiwawczą Wędrownych! To miasto tego nie...


Uff, było blisko. Ciesz się pan, panie szeryfie, żem go zastrzelił, mutanta zafajdanego. Widzi pan? O, tutaj, to. To jakaś zmiana mutacyjna, nie wiem jeszcze, co powoduje, ale się dowiem. Tropię drania już od pół roku. Chodzi od wsi do wsi i wmawia ludziom, że napadnie ich gang złożony z dezerterów z Posterunku, który skosi ich w pień, po czym oferuje, że ewakuuje ich swoim minibusem, o tym, tam. Borgo wysyła takich jak on, żeby szerzyli panikę, a tych, którzy będą chcieli się ewakuować, zwozi się do najbliższej wioski mutantów i funduje im dodatkowe rączki. Śmieszne, nie? Przecież nie ma dezerterów z Wędrownego Miasta...

Nazwa: Teh Haxxorz

Przywódca: b. kapitan wojsk Posterunku, Ambrose „Pwnage” Steinhaus. Jego pseudonim również pochodzi z owego niesławnego nagrania. Goście mieli przed wojną fantazję...

Miejsce: Nebraska, Wyoming, Kolorado. Kolesie nie zbliżają się do większych miast, napadają raczej na małe wsie i sioła.

Liczba członków: około dwudziestu – większość to Wyrodni Synowie Posterunku, ale są też naukowcy i ludzie z późniejszego poboru.

Uzbrojenie: dobre, niekiedy standardowe.

Wyposażenie: dobre.

Animozje i sojusze: Wrogość z Posterunkiem, większość nawet o nich nie słyszała, ale ponoć kontaktowali się kilka razy – handlowo – z Dark Visions.

Wstęp: test lojalności i na wykrywaczu kłamstw (gang ma jeden na stanie), odpowiednia Reputacja (minimum 10, przy czym postać musi być znana z wrogości wobec Posterunku), a także wpisowe – im więcej warte, tym większa szansa na przyjęcie. Testy lojalności nie są łatwe, ponieważ szefostwo stara się wyeliminować agentów Wędrownego Miasta.

Sława: 1 – dają się we znaki Posterunkowi.

Autor: Tevery Best

Pewne prawa zastrzeżone. Tekst na licencji Creative Commons.